Czy rozumiesz jak zmieniają się ludzie wokół Ciebie?

Mnożą się prorocy sukcesu, którzy obiecują sukces niemalże natychmiastowy. Więc czas przypomnieć, że sukces ma wiele twarzy i aby go osiągnąć potrzebni są inni ludzie. Czy jednak rozumiemy jak zmieniają się ludzie wokół nas? Nie jestem pewna.

Sukces ma wiele twarzy. W ostatnich latach furorę robi personal branding. Dla jednych to lansowanie, dla innych wytyczanie nowych ścieżek i firmowanie własnym nazwiskiem. Jakże często zapomina się o idei brandingu – pokazywania, że jestem osobą odpowiedzialną za coś co robię i chcę to robić najlepiej jak w danym momencie potrafię, ale wciąż się uczę. Praktyka personal brandingu skupia się na lansowaniu – stosowaniu narzędzi propagandy bezrefleksyjnie, czyli budowanie sztucznego wizerunku, za czym nie stoi żadna wartość. Czyli wiem, że jakaś osoba istnieje, ale nie wiem co robi i jak może mi pomóc.

Nie mam nic przeciwko idei personal brandingu. Ale rozumiem ją jako markę osoby odpowiedzialnej za swoje wartości, poglądy, zachowania oraz za świadczenie pewnych usług, które inne osoby wysoko sobie cenią – bo są po prostu wyjątkowe.

Dla mnie personal branding to nie stronka internetowa, na której zamieszczone są zdjęcia wystylizowanej osoby, jak również nie przekona mnie informacja o liczbie fanów na Facebooku czy Instagramie. To za mało.

Jakie są wyzwania?

Skoro trend personal brandingu staje się tak powszechny, to pojawia się pytanie – jak osoby które mają potrzebę budowania szybko swojej marki i rozpoznawalności ze sobą współpracują. Czyż nie ważniejsze staje się JA, a nie MY. Niestety praca zespołu staje na drugim miejscu. Pojawiają się dwa wyzwania: jak okazywać wsparcie poszczególnym osobom i jednocześnie wymagać od członków zespołu by dotrzymali swoich zobowiązań i terminów oraz jak pogodzić interesy JA i MY?

Odpowiedzią na pierwsze wyzwanie jest lider – który zachęci do działania i wskaże drogę. Ale cierpimy na brak dobrych liderów. Mało jest naturalnych liderów i wciąż mało jest wzorców do naśladowania.

Drugie wyzwanie jest bardziej złożone. Jak pogodzić interesy JA i MY? Na pozór wzajemnie się wykluczają. Wymagają dojrzałości oraz asertywności od pracodawców i pracowników – rozumienia, że w świecie biznesu są i prawa i obowiązki. Co jest prawem dla jednej strony staje się obowiązkiem (granicą) dla drugiej strony. Nie można jedynie wymagać od innych nie dając niczego od siebie. A każdemu pracodawcy zależy na umiejętności pracy w zespole. Co można osiągnąć szanując innych (obowiązująca norma w firmie) oraz dotrzymując własnych obietnic terminów i zakresów działania (szanując siebie).

Na czym się skupić? Na pracy zespołowej

W tym miejscu warto poruszyć kwestię empowermentu. Jako pracodawcy chcemy mieć zespoły złożone z odpowiedzialnych pracowników. Już M. Belbin udowodnił, że zespoły złożone z gwiazd nie współpracują ze sobą, ponieważ bardziej skupiają się na JA.

Umiejętności pracy w grupie nabywane są w całym okresie dorastania – w trakcie zabawy z rówieśnikami, w szkole, w drużynie sportowej czy harcerskiej, podczas akcji charytatywnych i wolontarystycznych. Doskonale wiedzą o tym rekruterzy, którzy zwracają szczególną uwagę na umiejętności pracy zespołowej.

Część rekruterów szczególnie wysoko ceni sobie rekrutację w mediach społecznościowych – Linkedin, Goldenline czy Facebook. Działa zasada – pokaż mi swój profil, a powiem Ci kim jesteś. Czy duża liczba znajomych świadczy o tym, że dana osoba jest towarzyska? Lubiana? Ma coś ciekawego do powiedzenia? Wnioski mogą być mylące.

Przecież rekrutacja to gra. Każda ze stron chce jak najlepiej się zaprezentować. Pracodawca i pracownik. Liczy się pierwsze wrażenie. To pozytywne wrażenie pociąga za sobą dalsze konsekwencje choćby chęci podtrzymania pierwotnej opinii i niwelowania innych sygnałów (prawo dysonansu poznawczego).

Technologia ma duży wpływ na nasze zachowania, ale nie zmieni nas na tyle by z introwertyka przemienić się w ekstrawertyka.

Co to oznacza w praktyce? Czy rozumiesz to, co zmienia się?

Presję na dobrych liderów. Ci zawsze wywodzą się spośród tych, którzy cenią sobie i potrafią pracować w zespołach. Ufają i szanują innych – dostrzegając granice indywidualizmu. Muszą znać i stosować zasady asertywności – która z definicji uwzględnia interesy co najmniej dwóch stron.

Nie chodzi przecież o pracę obok siebie – jak zdarza się asom personal brandingu. Nie chodzi również o to, by rzucać wszystko w imię zachowania indywidualnej równowagi między życiem zawodowym i prywatnym. Jak również nie chodzi o to, by każdy szef sztucznie podkreślał wdzięczność za to, że pracownik stawił się w pracy lub odpisał na e-mail służbowy.

Każdy chce awansować, ale nie każdy chce być szefem zespołu roboczego. Rośnie samoświadomość a potrzeba samorealizacji i okazywania szacunku stała się podstawową, a nie wyższego rzędu.

Tylko jest tu pewna pułapka. Oczekując więcej od innych, należy najpierw więcej dać od siebie. Miarą dorosłości w biznesie jest odpowiedzialność i zaufanie. Nie można prowadzić biznesu nie okazując zaufania innym oraz nie dotrzymując własnych obietnic. Ja także weryfikuję te słowa w praktyce. Wyrzucam z grona znajomych tych, którzy coś mi sprzedali, ale nie wywiązali się z umów.

Każda marka, w tym także marka osobista oparta jest na dotrzymywaniu unikalnych obietnic. Nie inaczej jest z marką pracodawcy, którą na co dzień tworzą poprzez swoje postawy i zachowania wszyscy członkowie zespołu firmy, właśnie dotrzymując lub nie obietnic firmowych.

Polecam Waszej uwadze nagranie Simona Sinka, który porusza tę kwestię.

Podziel się z innymi:

Share This